Od paru lat dużo dzieje się w pasie nadmorskim gminy Trzebiatów. Kolejne inwestycje rosną jak grzyby po deszczu. Dzięki temu udaje się również znacząco modernizować infrastrukturę turystyczną  i komunikacyjną. Jest to dobry czas dla naszej gminy i przedsionek dużego bumu w sektorze turystyki. Stoimy przed wielką szansą, ponieważ rozpoczęte inwestycje staną się akceleratorem wielu zmian, które mogą pchnąć nas ku dalszemu rozwojowi. Jednakże to, że mogą nas pchnąć, nie oznacza wcale, że nas pchną. To zależy w dużej mierze, od tego czy będziemy potrafili zrobić właściwy kolejny krok.

NA POCZĄTEK ISTOTNE ZASTRZEŻENIE

Tego tekstu nie piszę po to, żeby wywołać falę hejtu. Nie piszę tego też z pretensją. Jeżeli miałbym określić powód, dla którego postanowiłem przelać swoje myśli na słowo pisane, to raczej skłaniałbym się ku słowu “troska”. Liczę też, że jeżeli ten artykuł wywoła jakąś dyskusję, to będzie to dyskusja merytoryczna i ze wspomnianą troską.

POTENCJAŁ NATURALNY – CZYLI SKARB, KTÓRY JUŻ MAMY.

Można się prześcigać w kolejnych niesamowitych i innowacyjnych pomysłach, które można byłoby wprowadzić aby przyciągnąć turystę. Można budować kolejne parki rozrywki, parki wieloryba, miasteczka westernowe, pirackie przygody itd. Można też stać się lokalnym Dubajem, który będzie zachwycał przepychem i luksusem. Można też budować kolejne parkingi jak najbliżej plaży. Pewnie, że to wszystko można i nawet to się racjonalnie broni, bo przecież, będzie to uatrakcyjnienie oferty turystycznej. Jednakże jeśli nie zadamy sobie wcześniej pytania, co jest nadrzędnym powodem przyjazdu turysty do naszej gminy, to możemy niestety stracić to, co już mamy, a co jest tym naszym naturalnym potencjałem. Rzeczony potencjał jest naszym skarbem, o który się codziennie potykamy i go nie zauważamy, bo tak nam spowszedniał. Natomiast jest on podstawowym celem, dla którego ludzie nierzadko pokonują kilkaset kilometrów, aby do nas przyjechać. Na pierwszy plan wychodzi oczywiście morze i plaża, ale to nie jest wszystko. Jest to też specyficzny klimat, nadmorski las, charakterystyczna zabudowa, smażalnie ryb itp. Stwierdzić, że naszym potencjałem turystycznym jest plaża i nic poza tym, to tak jakby nic nie powiedzieć.

CZŁOWIEK “WALEC” KONTRA CZŁOWIEK “NIECH SIĘ WALI”

Często gęsto słychać w telewizji, że gdzieś znowu morze zabrało plaże. Wyrabia się w ten sposób ogólne przekonania, że morze to taki grabieżca. Jest to jednak mylne pojęcie, bo nie słyszymy w ogólnym przekazie informacji ile morze nadbudowało lądu. W gruncie rzeczy mamy takie piękne plaże, bo morze nieustannie walczy z lądem i na odwrót. Taka jest natura, która czerpie siłę z ciągłych zmian, ale zachowując przy tym swoistą równowagę sił. Inaczej postępuje człowiek, który chciałby widzieć świat poukładany na swoją modłę. Tak więc jedni chcą aby nic się nie zmieniło, nawet gdyby ta zmiana byłaby w gruncie rzeczy dobra. Natomiast inni chcą zmienić wszystko i nic im nie stanie na przeszkodzie. Ci ludzie zmienią wszystko i nic nie jest na tyle cenne, żeby tego nie zniszczyć.

ZNIKAJĄCA TOŻSAMOŚĆ

Wszystko zaczyna się od projektu i wizualizacji, wszystko przecież ma być piękne, modne i na topie. Moda powoduje, że działamy na zasadzie stempla, który idealnie kopiuje wzorce i motywy już sprawdzone gdzie indziej. Ale potem przychodzi konfrontacja z rzeczywistością i okazuje się, że przeszkadza zabytkowy budynek, jedno drzewo lub wręcz las, albo nawet cała wydma, którą usypała matka natura, żeby chronić ląd, przed zakusami morza. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc potem okazuje się, że działka musi być idealnie płaska. Następnie, jak już zacznie się budowa obiektu, który jest modny, ale nijak nie pasuje do do otoczenia, to przychodzi czas na to właśnie otoczenie. Tak znikają nagle drzewa, domy, widoki itp. Taka pełzająca zmiana, trwająca dekady, zmienia nieodwracalnie otoczenie, charakter aż w końcu tożsamość. Sytuacja ta przypomina mi obraz repliki samochodu sportowego firmy mercedes, która z zewnątrz idealnie wyglądała jak ekskluzywny model tej marki. Problem w tym, że była zbudowana przez miłośnika rowerów i w środku znajdowały się jedynie mało komfortowe foteliki rowerowe, kierownica, pedały i hamulec. Zamiast tego co stanowi kwintesencję tych pojazdów, była jedynie pustka nieistniejącej podłogi. Czy naprawdę chcemy mieć taką mrzeżyńską wydmuszkę, pozbawioną swojego prawdziwego marynistycznego charakteru?

RAJ UTRACONY

Za jakiś czas siedząc na plaży i mając za sobą najpierw wał wydmy, nad nim kawałek sosnowego lasu, a nad tym wszystkim górującą ścianę ekskluzywnych apartamentowców i hoteli. Albo przechadzając się wybetonowanymi do granic możliwości uliczkami Mrzeżyna, pozbawionymi kojącego cienia drzew w upalny dzień. Kiedy już zostaną wydane wszystkie pieniądze ze sprzedaży działek w pierwszej linii od morza. Pozostanie nam jedynie mgliste wspomnienie po nieistniejącej już osadzie rybackiej. Z rozrzewnieniem będziemy wtedy spoglądać na dawne widokówki i zastanawiać się gdzie podziało się to, co tak bardzo urzekało. Ale niestety będzie to już utracony raj, do którego nie ma powrotu.

ŁATWO SIĘ KRYTYKUJE

Gdyby zakończyć artykuł na wcześniejszym akapicie, to byłoby to zwykłe krytykanctwo, do którego jest każdy zdolny i które nic nie wnosi, więc na nim nie poprzestaniemy. Chcielibyśmy na koniec zaapelować do rządzących naszą gminą, aby skoro już ruszyły z kopyta inwestycje, skoro już nasypano węgla do tego parowozu, by ruszył, żeby pomyśleli o strategii zrównoważonego rozwoju, zanim utracimy ten raj. Warto już teraz pomyśleć, co należy zrobić, abyśmy mogli się nadal cieszyć i szczycić, tym co jest naszym największym skarbem i bez czego nawet najbardziej ekskluzywny obiekt traci sens bytu. W Przeciągu kilku najbliższych lat w Rogowie i Mrzeżynie powstanie tyle miejsc noclegowych, co jest mieszkańców miasta Trzebiatów. Już teraz musimy zastanowić się nad z jednej strony ochroną naszego środowiska naturalnego, zdrugiej zaś strony nad odpowiednią infrastrukturą. Jeżeli tego teraz nie zrobimy i zwyczajnie pieniądze te przejemy, to obecna eksterminacja mrzeżyńskiego drzewostanu, będzie jedną wielką tragedią i kompletnie bezsensowną ofiarą, złożoną na ołtarzu ludzkiej chciwości.
Coraz pilniej potrzebujemy stworzenia strategii zrównoważonego rozwoju, która będzie nie tylko uwzględniać doraźne potrzeby gminnej kasy, ale również będzie troszczyć się o nasz naturalny skarb. Jeżeli tego nie zrobimy, to dziurawa kasa gminna będzie nadal świecić pustkami, a stracimy wszystko co istotne.

5 thoughts on “Raj utracony”
  1. W punkt ujęte. Nie każdy potrzebuje zgiełku i apartamentu do wypoczynku. Mrzeżyno straci swój urok jeśli powstaną nowoczesne budynki w linii brzegowej. Nigdzie las tak pięknie nie pachnie, jak właśnie w Mrzeżynie. Myślałam, że to tylko wspomnienie z czasów kiedy tam mieszkałam, ale bywając w innych miejscach las nad morzem tak nie pachnie.

  2. Pierwszy raz byłam w Mrzeżynie w ubiegłym roku i zakochałam się w tej miejscowości. W jej nieskażonej naturalności , prostocie. Taka przed laty była Krynica morska a teraz… kurort.!! To samo stanie się z Mrzeżynem. A szkoda!!

  3. Kocham Mrzeżyno za spokój, pustą plażę, las pełen jagód i zwierzaków, tym bardziej jestem przerażona wycinką drzew bez opamiętania. Nie chcę, aby mrzeżyńska plaża wyglądała jak w dużych kurortach, nie chcę Złotych Piasków.

  4. Dokładnie tak samo myślę! Zauroczyło mnie Mrzeżyno swoją naturalnością. Teraz jestem przerażona! A gdzie program “Natura 2000”? A gdzie ochrona wydm? Płakać się chce. Nasza planeta nie jest naszą własnością. Nie mamy prawa jej niszczyć! Nie wolno nam jej tak traktować. Co zostawimy naszym dzieciom, wnukom… Nie mamy do tego prawa.
    Budują apartamentowce, hotele ****, a ilu wczasowiczów na to stać? Ilu przyjedzie ? Ceny wywindowane w kosmos, a pogoda nieprzewidywalna. Morze chłodne. Za te same pieniądze lecą na wczasy, gdzie mają ciepłe morze i gwarantowaną pogodę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.